środa, 14 września 2016
zmiany zacząć od siebie
Myślę, że dramat przeistaczania się dotyczący mierzenia sił w nowych sytuacjach z nowymi ludźmi daje nam jedyny kierunek konstruktywnego myślenia o samym sobie. Bo dochodzimy do wniosku, ze my, tak samo jak i oni, przechodzimy tą samą ścieżką, może w innym wykonaniu, ale w podobny sposób. Przenosząc to wszystko w realia codzienności, sama uświadomiłam sobie, że traktowanie drugiego człowieka trzeba zacząć od siebie. Granice, które wytaczasz: granice potrzeb, cierpliwości, sił, energii, czasu prywatnego, są granicami, o które należy walczyć i nie pozwalać, a może inaczej- bronić swojego JA, takiego samego, jak TY, bo indywidualnego, z prawdziwą wolnością, której nie można przekraczać. Im bardziej ograniczam swą powierzchnię wolności, (a w moim wykonaniu idzie to perfekcyjnie, bo zawsze tkwię w poczuciu, iż należy oddawać siebie, swój uśmiech, swoją cierpliwość, swoje siły drugiemu człowiekowi, słowem-podporządkowywać się- co potem odbija się na moim własnym wewnętrznym poczuciu niedopełnienia...), tym gorzej na tym wychodzę. A sama siebie krzywdzę. Uzmysławiając sobie, że z kolei nie zrobiłabym nikomu nic złego, gdybym czysto i otwarcie broniła swych granic i głośno i wyraźnie odmawiała, nie dostosowując się wiecznie do innych. Kiedy ja to wreszcie wcielę w życie? Ćwierćwiecze za pasem, a ja wciąż tkwię w tych chorych poczuciach wiecznej ofiary drugiej osobie, która właściwie nawet nie wie, że wewnętrznie sprzeczam się sama ze sobą, gdyż wyciąga to ze mnie całą niewidzialną przestrzeń swobody działania.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz