środa, 16 listopada 2016

...a oczodół wyskrobię scyzorykiem

Jeśli jeszcze raz Ktoś Mądry spróbuje westchnąć do Ducha Św, czytaj subtelnym sarkastycznym tonem wmówić mi, że praca, którą wykonuję na co dzień nalezy do tych łatwych, prostych, niekłopotliwych i cudownie odseparowanych od brutalnych problemów codzienności, obiecuję, wezmę siekierę i obetnę jaja. Tudzież jajniki. Zjem sobie na deser móżdżek. A z osłonek jelit zrobię kiełbasę. Do chu.. pana wpierd..lać się w cudze znoje to tupet, oznaka własnego niezadowolenia, i słabości, i tchórzostwa.
Osobiście niczego nie żałuję. Tak, uwielbiam sobie pokląć, pomarzyć o wódce i fajce słodkiej jak chwilowe jebnięcie tym stanem zmęczenia, aby za chwilę mimo wszystko wrócić do swego. Mego. Wybranego.
Ludzie tyle się znają, co im pokręci i rozkręci synapsy w głowie. Dlatego ostatni raz denerwuję się, staram, odpowiadam i za cokolwiek szukam w siebie winy. Obiecuję. Jestem zbyt dobra, zbyt uczciwa i zbyt przekonana, że co mnie spotyka-to wynik moich wyborów, za które nie można obarczać innych. Polecam szczerze nauczyć się tego innym, amen.
I obiecuję już nigdy nie odmawiać sobie dobrego ciasta. Dietę to się ma jak się robi po 12 godzin na dobę. A resztę życia należy oddać rozpuście.
Kocham Cię Życię!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz