Jeśli jeszcze raz Ktoś Mądry spróbuje westchnąć do Ducha Św, czytaj subtelnym sarkastycznym tonem wmówić mi, że praca, którą wykonuję na co dzień nalezy do tych łatwych, prostych, niekłopotliwych i cudownie odseparowanych od brutalnych problemów codzienności, obiecuję, wezmę siekierę i obetnę jaja. Tudzież jajniki. Zjem sobie na deser móżdżek. A z osłonek jelit zrobię kiełbasę. Do chu.. pana wpierd..lać się w cudze znoje to tupet, oznaka własnego niezadowolenia, i słabości, i tchórzostwa.
Osobiście niczego nie żałuję. Tak, uwielbiam sobie pokląć, pomarzyć o wódce i fajce słodkiej jak chwilowe jebnięcie tym stanem zmęczenia, aby za chwilę mimo wszystko wrócić do swego. Mego. Wybranego.
Ludzie tyle się znają, co im pokręci i rozkręci synapsy w głowie. Dlatego ostatni raz denerwuję się, staram, odpowiadam i za cokolwiek szukam w siebie winy. Obiecuję. Jestem zbyt dobra, zbyt uczciwa i zbyt przekonana, że co mnie spotyka-to wynik moich wyborów, za które nie można obarczać innych. Polecam szczerze nauczyć się tego innym, amen.
I obiecuję już nigdy nie odmawiać sobie dobrego ciasta. Dietę to się ma jak się robi po 12 godzin na dobę. A resztę życia należy oddać rozpuście.
Kocham Cię Życię!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz